Management: Andrzej Kosmala akosmala@onet.pl * * * Organizacja koncertów: Ewa Krawczyk ewakrawczyk1@onet.pl * * * Kierownictwo muzyczne: Ryszard Kniat ryszardkniat@onet.pl

Kto takie oczy ma? - na You Tube!

Od dzisiaj najnowsze nagranie Krzysztofa Krawczyka dostępne nieodpłatnie na You Tube!
To nasz Przebój na Lato. Piosenka: Kto takie oczy ma?. Muzyka: Krzysztof Klenczon; słowa: Andrzej Kuryło: opracowanie muzyczne: Wiesław Wolnik; Produkcja: Andrzej Kosmala i Ryszard Kniat (P)(C) K&K Studio. Śmierć Krzysztofa Klenczona w 1981 roku przerwała jego plany artystyczne i znakomity okres twórczy. Pozostawił wiele piosenek, często jeszcze bez tekstów. Ostatnio do jednej z nich tekst napisał Andrzej Kuryło. Nagrał tę piosenkę Krzysztof Krawczyk - wielki Przyjaciel Krzysztofa Klenczona. Ich przyjaźń jeszcze z okresu rywalizacji Trubadurów i Czerwonych Gitar umocniło spotkanie w Stanach Zjednoczonych. Nawet ostatni wieczór przed tragicznym wypadkiem Klenczona obaj Krzysztofowie spędzili razem w klubie Milford. W 1985 roku Krzysztof Krawczyk kupił od kuzyna Krzysztofa Klenczona gitarę Les Paula, na której grał przez 10 lat. Oddał na prośbę rodziny Klenczona, jako ich pamiątkę rodzinną. Teraz po latach nagrał piosenkę swego Przyjaciela.
Piosenka ukaże się na płytach: autorskiej Andrzeja Kuryły oraz na płycie jubileuszowej Krzysztofa Krawczyka z okazji 55 lecia drogi artystycznej. Premiera piosenki na antenach i w internecie w lipcu 2018 roku jako przebój na lato!



Kliknij koniecznie!

Zobacz koniecznie

Kliknij koniecznie!

Zobacz koniecznie

SOPOT, ZATOKA SZTUKI, GODZ.14.00-ZACZĘŁO SIĘ!


Kliknij koniecznie!

Zobacz koniecznie

Kliknij koniecznie!

Zobacz koniecznie
Zobacz koniecznie


Zobacz koniecznie



ZMARŁ WOJCIECH WAŁCERZ

Drogi Wojtku!
Nie mogę się pogodzić się z Twoim odejściem. Byłeś zawsze w gronie moich najbliższych Przyjaciół i Współpracowników od samego początku mojej solowej drogi. Kierowałeś moimi trasami koncertowymi w kraju i za granicą. Niezapomniane pozostają nasze amerykańskie trasy. Zawsze miły, elegancki, dobrze zorganizowany. Dziękuję Ci za wszystko! I do zobaczenia! Niech Cię Pan Bóg ma w swojej opiece!
Krzysztof Krawczyk

Droga Elu! Wyrazy głębokiego współczucia z powodu utraty męża Wojciecha.


kliknij powiększ

Ze strony internetowej se.pl Kliknij aby przeczytać więcej


Krawczyk świętował 55 lat na scenie

Nie ma wątpliwości, że 55. Krajowy Festiwal Piosenki Polskiej w Opolu w tym roku należał do Krzysztofa Krawczyka (72 l.). Legendarny Trubadur ma się świetnie i wciąż porywa tłumy do zabawy. Artysta rozbujał zgromadzoną w amfiteatrze publiczność.
Krawczyka znów świeciła w Opolu. Wokalista wiele razy występował na festiwalu zarówno z zespołem, jak i solo. Tym razem jego koncert miał szczególne znaczenie. Krawczyk świętował swój jubileusz 55-lecia. W ten weekend zaprezentował swoje przeboje podczas dwóch występów. Pierwszy raz wyszedł na scenę w piątkowym koncercie "Przebój na mundial", podczas którego brawurowo wykonał numer "Lewandowski: gol dla Polski". Nieco dłużej można było oglądać go drugiego dnia festiwalu. Jego recital z okazji jubileuszu 55-lecia pracy artystycznej poprzedził koncert "Premier".
Nie zabrakło wzruszeń oraz pięknych słów i oczywiście dobrej muzyki. Niejeden artysta mógłby pozazdrościć Krawczykowi takiego stażu na scenie. Gwiazdor został uhonorowany również przez naszą redakcję specjalną okładką "Super Expressu", ponieważ jego piosenka "Ostatni raz zatańczysz ze mną" wygrała w plebiscycie magazynu "Super Express TV" na największy przebój artysty. Gratulujemy!




Zobacz koniecznie

"Najważniejsza miłość żony" - Gość Wiadomości


Krzysztof Krawczyk odbiera na Festiwalu Opolskim nagrodę Super Expressu


Krawczyk ZABRANIA słuchać swojej muzyki! Nieznane FAKTY z życia wokalisty l Ewa Wąsikowska


Krzysztof Krawczyk - "Pamiętam jak tu stał taki bareczek i podawali bułk...


Nagrał piosenki na mundial, zachwycił młodych na juwenaliach. Krawczyk opowiedział nam o "drugiej młodości"
Artykół do przeczytania w całości kliknij poniżej

Zobacz koniecznie

PnŚ Extra - gwiazdy - Krzysztof Krawczyk

Zobacz koniecznie

Dzisiaj premiera płyty "Biało-Czerwoni! Przeboje kibica" i występ w Opolu.
A jutro startujemy do jubileuszu 55 lecia drogi artystycznej!


Krzysztof Krawczyk po latach znów w Opolu


Na Juvenaliach w Poznaniu przeboje kibica!


Skąd oni to znają?


Poznańskie Juvenalia: bicie rekordu w wykonaniu piosenki Krzysztofa!


Krawczyk królem Juvenaliów w Poznaniu!


Juvenalia we Wrocławiu, Olsztynie, Warszawie to wielki sukces Krzysztofa Krawczyka. W czwartek Juvenalia w Poznaniu, w piątek w Szczecinie. W ubiegłym roku graliśmy o tej porze Senioralia a w tym Juvenalia. Sprawy idą więc w dobrym kierunku!


Zobacz koniecznie

UWAGA PREMIERA
tytułowej piosenki płyty dla kibiców!


Zobacz koniecznie

FanClub Krzysztofa Krawczykan na facebook`u

Zobacz koniecznie
Zobacz koniecznie

KARAOKE piosenki:"Lwandowski, gol dla Polski".
Zapraszamy do wspólnego śpiewania!

Drodzy miłośnicy talentu Roberta Lewandowskiego i Krzysztofa Krawczyka! Drodzy miłośnicy piłki nożnej i śpiewania piosenek zagrzewających do boju naszych piłkarzy! Drodzy miłośnicy towarzyskiego śpiewania!
Przez ostatnie dni budzi duże emocje piosenka nagrana na Mundial pt. "Lewandowski, gol dla Polski". Pozytywnych i krytycznych.
Naszym założeniem było, żeby na wzór piosenek anglosaskich kibiców były to piosenki o łatwych do zapamiętania tekstach i łatwychand do zapamiętania melodii. Bo zasadą wspólnego śpiewania jest prostota.
Te piosenki musza być odbiciem zasad piłki nożnej: piłka jest jedna a bramki są dwie!
Dziś zaczyna się długi weekend. Do Mundialu jeszcze półtora miesiąca. Ale jest okazja by przećwiczyć pierwszą z piosenek nagranych na Mundial przez Krzysztofa Krawczyka na płytę "Biało-Czerwoni - Przeboje kibica" pt. "Lewandowski, gol dla Polski". Wzbudziła wiele kontrowersyjnych opinii, ale nie pozostała obojętna. To w naszym kraju duży sukces!
Chcecie pośpiewać przy weekendowym grillu? K and K Studio właściciel nagrań oddaje do Waszych rąk bezpłatnie, a do Waszych dyskotek, klubów karaoke, imprez publicznych (w ramach standardowej umowy ZAIKS, ZPAV, SAWP, STOART bez konieczności dodatkowych opłat) wersję karaoke, czyli podkład muzyczny z wyświetlanym na ekranie tekstem.
Wystarczy ściągnąć nagranie do komputera i nagrać na płytę DVD. Potem puścić na odtwarzaczu DVD i śpiewać do rana w towarzystwie lub indywidualnie. Nawet bez nagrywania z użyciem smartfona czy tabletu. Odebrać można nasza propozycję na You Tube, Facebooku, Instagramie, Twiterze.Jest też do posłuchania na iTunes, Google Music, Spotify, Dezzer i innych kanałach muzycznych
Liczymy, że szybko nauczycie się tej piosenki i będziecie zagrzewać naszych do boju. Będą w tej formie przedstawiane też następne piosenki!
Myślimy także o ogłoszeniu konkursu na najlepsze wykonanie tych piosenek!
A teraz "Lewandowski, gol dla Polski!".


Piękny to był wieczór na Fryderykach choć nie zwycięski. No cóż młodzież napiera i to jej prawo. I dobrze, że tak się dzieje. A nominacja Krzysztofa Krawczyka i tak jest wobec tego naporu dla nas zwycięstwem! Gratulujemy wszystkim laureatom. Na zdjęciu producenci płyty Wiecznie młody Krzysztofa Krawczyka z polskimi wersjami piosenek Boba Dylana: Andrzej Kosmala(od prawej) i Ryszard Kniat wraz z małżonkami.

Fryderyki 2018 Fryderyki 2018 Fryderyki 2018 Fryderyki 2018

Krzysztof Krawczyk ostro do fanów. "Mogą iść do filharmonii!"

Krzysztof Krawczyk z całą pewnością znany jest wszystkim Polakom i większości kojarzy się z bardzo ciepłą osobą. Okazuje się jednak, że potrafi ostro zareagować. Jego słowa mocno zaskoczyły fanów. Krzysztof Krawczyk jest na polskiej scenie od wielu lat. Można powiedzieć, że to postać wręcz niezatapialna. Okazuje się, że każdy ma jednak swoje granice cierpliwości. Piosenkarz właśnie to udowodni. Niedawno muzyk wydał singiel pt. "Lewandowski, gol dla Polski", którym składa hołd kapitanowi naszej reprezentacji. Zapowiedział również, że to dopiero początek jego niespodzianek muzycznych dla fanów piłki nożnej, z okazji zbliżającego się Mundialu. Krzysztof Krawczyk ostro do fanów
- Z pomysłem przyszedł mój menadżer, sam bym na to nie wpadł. Ta płyta jest dla kibiców, żeby cieszyli się muzyką. Żyjemy w bałaganie, nie możemy się dogadać. Jesteśmy jak dwa narody mówiące różnymi językami i potrzebujemy piłki. Bo kiedy przychodzi mecz, jesteśmy razem - opowiadał Krawczyk o swojej nowej piosence. Okazuje się jednak, że każdy piosenkarz ma jakieś granice cierpliwości. Krawczyk zapytany o surowe oceny jego piosenki na Youtubie bardzo ostro zareagował. Hit, który został mocno skrytykowany najwyraźniej przelał szalę goryczy.
- Hejterzy mogą wziąć do ręki dobrą książkę albo iść do teatru czy filharmonii - powiedział ostro muzyk.

MŚ 2018. Krzysztof Krawczyk: Hejterzy do filharmonii. Piłka nożna leczy duszę

Hejterzy mogą wziąć do ręki dobrą książkę albo iść do teatru czy filharmonii. Moja piłkarska płyta to wesoły okrzyk i prosta, nośna muzyka. Chodzi przecież o radość, zabawę. Jak w piłce - mówi nam piosenkarz, Krzysztof Krawczyk. Materiały prasowe / Andrzej Kosmala / Krzysztof Krawczyk nagrywa płytę
Kamil Kołsut, WP SportoweFakty: Po co panu ta płyta?
Krzysztof Krawczyk (piosenkarz): To coś zupełnie innego niż robiłem do tej pory. Z pomysłem przyszedł mój menadżer, sam bym na to nie wpadł. Ta płyta jest dla kibiców, żeby cieszyli się muzyką. Żyjemy w bałaganie, nie możemy się dogadać. Jesteśmy jak dwa narody mówiące różnymi językami i potrzebujemy piłki. Bo kiedy przychodzi mecz, jesteśmy razem.
Zna się pan na piłce?
Tak średnio, jak wszyscy. Mogę oglądać piłkę właściwie o każdej porze dnia i nocy. Wielu ludzi dzięki niej odreagowuje swoje smutki, porażki. Życie nie jest przecież usłane różami, dużo w nim dramatów. A kiedy nasi zwyciężają, to wszystkich to podnosi. Może właśnie dlatego piłka jest tak popularna? Pełni rolę lekarza, leczy duszę.
Miłość od pierwszego wejrzenia?
Zaczęła się w młodości. Niestety, mój ojciec zapisał mnie wówczas do szkoły muzycznej i kiedy chłopaki kopali na podwórku, ja musiałem ćwiczyć. Nie mogłem mu wybaczyć, że uparł się, aby zrobić ze mnie wirtuoza fortepianiu. Miłość była nieregularna. Dużo się w życiu napracowałem. Jeździłem, dawałem po cztery koncerty dziennie, byłem zajętym człowiekiem. Zawsze starałem się jednak śledzić najważniejsze wydarzenia, wszystkie piłkarskie wojny. Dziś mam już więcej czasu. Lubię też oglądać lekką atletykę, boks, nawet ping ponga.
Kiedyś pan już o piłce śpiewał.
Przed mundialem w Hiszpanii menadżer przesłał mi do do USA tekst "Piłka w grze". Ja nagrałem ścieżkę wokalną, a Alex Band wystąpił z utworem w Polsce. Singiel się obronił. W "Sportowej niedzieli" mówili w wówczas: "nadchodzi apogeum, gorączka piłki, bo nawet Krawczyk coś nagrał i przesłał nam prosto z Las Vegas". No ale wtedy piękne bramki strzelał Zbigniew Boniek, a o nim i uliczce w Barcelonie śpiewał Bogdan Łazuka. I oni wygrali mundialową piosenkę.
Później nagrywaliście z Bolterem.
Wróciłem do kraju, był 1985 rok. Siedliśmy i ze Sławkiem Sokołowskim zrobiliśmy kawałek "Wygrajmy jeszcze jeden mecz". Nakręciłem teledysk, w Polsce nikt piosenki nie wydał. Zainteresowała się nią jednak meksykańska telewizja i umieściła na kasecie. A byli tam wszyscy wielcy: Scorpions, Ałła Pugaczowa.
Skończyło się tak, że nawet do telewizji przed mundialem zapraszali.
Trzy razy byłem w studiu jako ekspert. Za każdym razem dostawałem gęsiej skórki, bo ja się tak dobrze na futbolu nie znałem. Razem ze mną siedział jednak Kazimierz Górski. W przerwie zapytałem go, co mam mówić. A on opanowany, uśmiechnięty: "powie pan, że mają wzmocnić środek i grać skrzydłami". Wygłosiłem moją kwestię i później rozdzwoniły się telefony: "O, panie Krzysztofie, pan to jest dobrze zorientowany w tej piłce nożnej".
Górski bywał na pana koncertach?
Pamiętam to jak dziś, Festiwal Piosenki Cygańskiej w Ciechocinku. Jeździł już na wózku, był w kiepskim zdrowiu. Zażyczył sobie miejsca w pierwszym rzędzie, cieszył się i klaskał. To było nasze ostatnie spotkanie. Żałuję, że nie zdążyliśmy porozmawiać. Niedługo później trafił do niebiańskiej drużyny, którą teraz prowadzi.
Znał pan innych bohaterów boiska?
Kazimierza Deynę, bardzo dobrze. Przychodził regularnie na moje koncerty i właściwie każdą wolną chwilę poświęcaliśmy na rozmowy o życiu. To był niezwykle otwarty, sympatyczny człowiek. Taki, z którym się usądzie przy stoliku i od razu wie, że zawsze będzie o czym porozmawiać.
On panu o piłce, pan jemu o muzyce?
Tak, przepytywał mnie. O muzykę, piosenkarzy, piosenkarki. Pisanie utworów i ich lansowanie. Dziś bardzo by się zdziwił, jak to wszystko się zmieniło. Jak duże jest ciśnienie, żeby być w tej branży kimś.
Śpiewał pan kiedyś na stadionie?
Przed jednym z meczów Widzewa dostaliśmy z "Trubadurami" propozycję, żeby pogimnastykować się na trawie. Jakaś piosenka, później "Mazurek Dąbrowskego". Poprowadziłem wówczas dyrygenta, żeby trochę zwolnił tempo, aby hymn wybrzmiał dostojnie. A on poleciał krakowiakiem! Zagrał tak, jakby w ogóle nie chciał, żebym wychodził na scenę. Stałem jak ta żona Lota, zamieniłem się w słup soli. I w tył zwrot. Miałem później moralnego kaca.
Hymny klubów piłkarskich śpiewają dziś Maleńczuk, Cugowski, Sikorowski. A pan?
To bardzo dobry pomysł, ale do tanga trzeba dwojga. Ja nie mogę się narzucać i pukać do drzwi.
Czytam o "Lewandowskim" i widzę porównania z "Koko koko euro spoko". Dobrze, źle?
Nie ma to dla mnie znaczenia. Dziś cieszę się po prostu tym, że pan Bóg ciągle daje mi siłę, aby być w studiu i nagrywać muzykę ku radości moich braci i sióstr.
Była krytyka.
Ja jestem w takim wieku, że nic mnie nie dziwi. Nasłuchałem się w życiu wielu przykrości. Wiem, że niektórzy ludzie tak mają, zawsze pojawiają się hejterzy. A to przecież ma być radość, dobra zabawa. Wesoły okrzyk: "Lewandowski, gol dla Polski!". Jeśli komuś nie odpowiada tego typu rozrywka, to przecież może wziąć do ręki dobrą książkę albo iść do teatru czy filharmonii.
Przeszedł pan do zabawy po poważnych płytach. Cohen, Dylan i nagle Lewandowski.
Zakochałem się w Cohenie, Dylan mnie uwiódł, chodzi za mną Johnny Cash. A teraz pojawiła się szansa na coś innego. Podczas nagrywania płyty było dużo radości, uśmiechu. U mnie, u moich przyjaciół. To prosta muzyka. Nośna, z orkiestrą dętą, która ma się kojarzyć ze zwycięstwem.
Wchodzi pan na teren, gdzie rozpycha się disco polo.
Nie mam nic przeciwko tej muzyce, przeżywa teraz drugą młodość. Jej wykonawcy zawsze sprzedawali najwięcej płyt. Kiedyś darzono ich nienawiścią, teraz przeciwnie. Świat się zmienia, zmieniają się mody. Ludzie noszą inne buty. Ja moich nie zmieniam od lat.
Cieszy, niepokoi, przeraża?
Są ludzie, którzy po prostu lubią "bum bum", harmonię, nieskomplikowaną melodię. Cieszą się i skaczą, jakby to był najważniejszy moment w ich życiu. I dobrze! Świat potrzebuje różnych rzeczy, także tych melodyjnych i prostych. Ona tańczy dla mnie, oczy zielone... To nie powinno nikomu przeszkadzać.
Jest na tej piłkarskiej płycie kawałek, który ma szczególne znaczenie?
Kocham całą polską drużynę. Jestem dumny, że są dziś częścią wielkiego, światowego futbolu. Lewandowski jest wodzem, prowadzi drużynę do boju. To wspaniały piłkarz oraz wspaniały człowiek, który dostał dar od Boga i teraz ma się czym podzelić. Kamil Grosicki ma swoje "turbo", nieustępliwością zachwyca mnie Michał Pazdan. Najbardziej lubię jednak tą o Błaszczykowskim. Raz: zaczyna się ona tak, jakbyśmy mieli wchodzić w południowe rytmy. Świetnie się przy niej bawiłem. A dwa: sam miałem kiedyś bardzo poważny wypadek i duchowo solidaryzuję się z takimi piłkarzami, jak on, Piszczek czy Milik. Ich wszystkich gnębiły przecież kontuzje, długo wracali do zdrowia. Znam straszny wysiłek, który temu towarzyszy. Wiem ile trzeba włożyć pracy w to, aby znowu chodzić. A co dopiero grać!
Apel dla piłkarzy ma pan pewnie prosty.
Wiadomo! Wzmocnić środek i grać skrzydłami. Poza tym ważne jest dla mnie, żeby nie było znokautowanych przeciwników, brutalnej gry. Życzę naszym w Rosji odwagi, walki bez kompleksów. I będzie dobrze.

Lewandowski, gol dla Polski! - Single autorstwa Krzysztof Krawczyk

Itunes


Piszą o nas w gazetach
kliknij koniecznie

Zobacz koniecznie

Biało - Czerwoni! Przeboje kibica!

Od jakiegoś czasu pracujemy nad płytą dla kibiców piłkarskich z okazji nadchodzących Mistrzostw Świat. Tutaj kilka migawek z nagrań i pierwsza piosenka pt."Lewandowski,gol dla Polski!".
Już niedługo więcej szczegółów!

Zobacz koniecznie Zobacz koniecznie Zobacz koniecznie Zobacz koniecznie Zobacz koniecznie Zobacz koniecznie Zobacz koniecznie

ZMARŁ JERZY MILIAN

Fragment z książki Andrzeja Kosmali i Krzysztofa Krawczyka: "Życie jak wino" wydanej w 2010 roku poświęcony współpracy z Jerzym Milianem:


Krzysztof Krawczyk:

Następnym etapem w moim życiu był Jerzy Milian w Katowicach... Idealne miejsce do realizacji chęci śpiewania dla ludzi, w regionie, gdzie nawet w tamtych czasach był jednak, przynajmniej okazywany, szacunek dla ludzi pracy, szczególnie tych pracujących pod ziemią. Dla nich też stworzona została w Katowicach radiowa orkiestra pod dyrekcją wybitnego jazzmana, kompozytora, wibrafonisty - Jerzego Miliana.
To był człowiek o wielkim autorytecie, szczególnie na Śląsku, dokąd przeniósł siś z Poznania, by założyć znakomitą orkiestrę. Zaczęłem od śpiewania jego piosenek, a jedną napisaliśmy wspólnie, słynny "Parostatek". Ale tak naprawdę to on miał wieększy udział w powstaniu i sukcesie tej piosenki. Tak jak mój udział był większy w "Oczach Marii". Po prostu nie wiadomo, która piosenka będzie przebojem, więc żeby było sprawiedliwie, podpisaliśmy obie piosenki po równo, takie wtedy mieliśmy poczucie sprawiedliwości. Jerzy Milian prowadził wspaniałą orkiestrę, która wymyślił i był z nią bardzo zżyty, złozoną z młodych muzyków, wśród których cieszył się dużym poważaniem, mimo bardzo kumpelskiego stosunku do nich. Miał taki autoironiczny styl wypowiadania, lubił wygłaszać kpiące teksty o rzeczywistości, nawet kiedy mówił o niej dobrze. Miał powiedzenie: Owszem, powietrze na Śląsku jest zanieczyszczone - od nadmiaru bilonu...
Widziałem w nim znakomitego fachowca. To były czasy, kiedy najbardziej decydowało ucho ludzkie. Nie mieliśmy jeszcze komputerów. Człowiek był komputerem. Traktował mnie bardzo serdecznie i dzięki jego serdeczności mogły powstać takie przeboje, jak: "Rysunek na szkle", "Parostatek", "Jak minął dzień", "Byle było tak", "Pamiętam ciebie z tamtych lat", "To, co dał nam świat". A więc z tamtych lat największe. I mimo, że nagrywałem wtedy jeszcze w wielu studiach, to przebojami były tylko te od niego. Poza tym spotkaliśmy się w Katowicach, miejscu mego urodzenia, gdzie przeżyłem pierwszy roczek. Historia zatoczyła koło, nie pierwszy raz w moim życiu...

Andrzej Kosmala

Jerzy Milian _ znakomity muzyk jazzowy, wibrafonista, kompozytor nie tylko muzyki rozrywkowej, ale także współczesnej (pisał muzykę baletową dla Polskiego Teatru Tańca Conrada Drzewieckiego i Teatru Muzycznego Danuty Baduszkowej w Gdyni), kierownik muzyczny festiwalu sopockiego _ stał się w tamtym okresie moim mentorem i przyjacielem. Pochodziliśmy z dwóch pokoleń muzycznych: on jazzowego, ja _ rockandrollowego. To ciekawe, że choć jazz i rock and roll pochodzą z jednego, amerykańskiego tygla muzycznego, to nie zawsze było im po drodze. Może dlatego, że w tamtym czasie jazz po okresie radosnego, młodzieńczego entuzjazmu stał się już muzyką bardziej wyrafinowaną, intelektualną - trafił nawet do filharmonii, gdy tymczasem rock and roll karmił się swym entuzjazmem rozwrzeszczanych tłumów. Jednak do czasu, bo jak już dziż wiemy, on też się w końcu zintelektualizował.
W każdym razie namówiłem Jurka, żeby zagrał na wibrafonie z grupą Stress. Ponieważ Włodzimierz Nahorny zagrał wtedy z Breakoutami, a Namysłowski, Urbaniak, Nadolski z Niemenem, łatwo mi było pokonać jego opory. Wkrótce zresztą na Jazz Jamboree w Warszawie, na koncercie poświęconym pamięci przyjaciela Krzysztofa Komedy (Milian grał w latach 50. na wibrafonie w jego sekstecie, najsłynniejszym zespole otwierajęcym epokę jazzu w Polsce), Jurek wystąpił ze słynnym SBB w składzie: Antymos Apostolis, Józef Skrzek, Jerzy Piotrowski.
Ale były to już czasy, kiedy Jerzy Milian odchodził od jazzu, bo dał się porwać współczesnej bigbandowej muzyce rozrywkowej. Pisał dla orkiestry Günthera Gollascha w Berlinie oraz dla orkiestry radia i telewizji belgijskiej. Jurek Milian poszerzył wtedy znacznie moje horyzonty muzyczne i życiowe. Pamiętam przeurocze i pouczajace spotkania u niego przy szklaneczce (nie jednej) whisky, jego tyrady na temat muzyki, życia muzycznego i życia w ogóle, które budował w formie żartobliwych lub zgryźliwych sentencji z charakterystycznym grymasem na twarzy i gestem wyprostowanej dłoni. Kiedy popalał fajke? z miną filozofa, dawał się wygadać interlokutorowi. Zaciągając się fajka, słuchając, przewracał zabawnie oczyma, jakby komentując usłyszane słowa. Trudno było tylko wyczuć, czy to znak akceptacji, czy niezgody... Stworzyliśmy wspólnie piosenkę "Deszczowe spotkania". I z tą piosenką wraz z propozycjaą nagrania jej w Katowicach, z nowo powstałą w tym mieście Orkiestrą Polskiego Radia i Telewizji, udałem się do Krzysztofa Krawczyka. Przyjął ja z entuzjazmem i wkrótce nagrał, a ja załatwiłem w Tonpressie wydanie piosenki na singlu. Jurek Milian, który w Poznaniu prowadził mały zespół radiowy, współpracował też z Poznańską Piętnastką Radiową pod dyrekcją Zygmunta Malika. Zawsze marzył o założeniu własnej orkiestry. Był z charakteru urodzonym band leaderem. Chciał, żebym przeniósł się z nim do Katowic, ale ja zawsze wierny byłem Poznaniowi. Dalej jednak, choć na odległość, współpracowałem z Jurkiem, tworząc wspólne piosenki i organizując mu solistów. Między innymi debiutująca wtedy w studiu radiowym Hannę Banaszak w duecie z Piotrem Żurowskim, których odkryłem na festiwalu w Jarocinie. Z orkiestrą Miliana nagrywałem Wojtka Skowrońskiego, Danutę Mizgalską, Grażynę Świtałę i Renatę Danel. Przede wszystkim jednak Krzysztofa Krawczyka, który swoje najwiksze przeboje nagrał włanie w Katowicach u Jerzego Miliana. Niezapomniana dla nas była sesja na przełomie listopada i grudnia 1975 roku. Od nagranych wtedy piosenek zaczęła się na dobre kariera Krawczyka i moja z nim współpraca, trwająca w tej czy innej formie do dziś.
Już w czerwcu na festiwalu w Zielonej Górze na moim kasetowcu Krzysztof nagrał mi utwór "Maria", a właściwie "Maryja". Swoją kompozycję jako propozycję do tekstu. Coś z latino, ale jeszcze bardziej w rytmie surf, który jeszcze w pierwszej połowie lat 60. z pozytywnym skutkiem lansował Trini Lopez. Potem Krzysztof przywiózł do Katowic piosenkę w stylu greckim z tekstem Janusza Kondratowicza "Rysunek na szkle". Wtedy modny był Demis Roussos, ale chciałby on taką piosenke mieć w repertuarze! Krzysztof jako kompozytor miał niezwykłą umiejętność mieszania stylów. Tutaj to było jakieś nieprawdopodobne połączenie muzyki country w cantach z bałkańskimi rytmami w refrenie. Krzysztof sam mówił z przymrużeniem oka, że jest to utwór bałkańsko-prawosławny. Ten utwór zwrócił niedługo później uwagę menedżerów zachodnioniemieckiego Polydora. Wcześniej tę piosenkę nagrała w wersji niemieckojęzycznej na rynek zachodnioniemiecki Helena Vondraćkova. Ale wtedy w listopadzie Krzysztof pracował nad tą piosenką w Katowicach z Piotrem Kałużnym oraz z autentycznym Grekiem Kostasem Dżokasem, szwagrem Eleni, który dodał smakowitości nagraniu greckim instrumentem buzuki. Do zakończenia rozpoczętej sesji brakowało nam jednej piosenki. I wtedy Krzysztof wyjął pomiętą kartkę z tekstem, który podczas koncertów w Związku Radzieckim dał mu Tadzio Drozda. Jurek Milian położył tekst na pianinie, zaczął grać i śpiewać: Parostatkiem w piekny rejs... Krzysztof szybko do niego dołączył. W 15 minut powstał przebój, który do dziś jest symbolem lat 70. Podczas tamtej sesji nagraniowej byłem jak w amoku. Byłem jak gracz w kasynie albo na wyścigach konnych. Czułem, że coś się wydarzyło w moim życiu, że stawiam w tej gonitwie życia na właściwego konia. Zakończyliśmy bardzo obiecująca produkcje muzyczną: "Parostatek", "Oczy Marii", "Rysunek na szkle" i "Pogubiłem drogi". W nastroju euforii, która zawsze towarzyszyła nam po nagraniach, zjedliśmy kolację. O północy wyruszyłem pociagiem, tzw. przyspieszonym, z Katowic do Poznania. Przedział był pusty, mogłem więc ułożyć się na wznak. Ale najważniejsze było, ze miałem ze sobą płaskiego kasetowca firmy Panasonic, z dużymi wciskanymi klawiszami, i oczywiście kasetę z najnowszymi nagraniami. Słuchałem więc tej kasety przez cały niemalże czas, a podróz? trwała siedem godzin. Słuchałem jej z coraz większym zachwytem, którego niestety nie podzielały baterie firmy "Centra". Im bliżej Poznania, tym mniej wydawały z siebie energii, taśma zwalniała, jęczała: O - jeest - gdzieś - niebo - jaak - leen. A mnie i tak się podobało. Baterie uległy rozkładowi ostatecznemu, kwas zalewał kasetowca, a ja nuciłem, że jest gdzieś niebo jak len... Pociąg około 7 rano wtoczył się na peron poznańskiego dworca, a ja mimo zmęczenia ujrzałem za oknem radosny wschód słońca...

Drogi Jurku! Dziękujemy Ci za Twoją pomoc. Trwała ona zresztą dłużej, spotykaliśmy się na wielu koncertach, w tym na Benefisie w Teatrze Wielkim w Poznaniu w 1994 roku gdzie nastąpiło pierwsze autorskie wykonanie "Parostatku" tria: Milian-Drozda-Krawczyk. Dwa lata temu byliśmy na uroczystym koncercie poświęconym Twoim 80 tym Urodzinom. I śpiewaliśmy znowu "Parostatkiem w piękny rejs". Powiedziałeś wtedy, że przedstawiasz się: Jestem Jerzy Milian kompozytor "Parostatku" i już każdy mnie rozpoznaje.

Żegnaj Jurku i naucz niebiańską orkiestrę grać "Parostatek"!
Andrzej Kosmala i Krzysztof Krawczyk

Zobacz koniecznie Zobacz koniecznie Zobacz koniecznie Zobacz koniecznie Zobacz koniecznie Zobacz koniecznie Zobacz koniecznie Zobacz koniecznie Zobacz koniecznie Zobacz koniecznie Zobacz koniecznie Zobacz koniecznie Zobacz koniecznie

Krzysztof Krawczyk nominowany do Fryderyka 2018 w kategorii: Album Roku w Kategorii Muzyka Korzeni!
Cieszymy się, że Akademia odczytała trafnie naszą intencję: powrotu do muzyki korzeni!I doceniła nasz trud i jego efekt!

Krzysztof Krawczyk
Andrzej Kosmala i Ryszard Kniat
Wiesław Wolnik Daniel Wyszogrodzki
K&K Studio

Zobacz koniecznie

Tyle się mówi o dramacie Tomka Mackiewicza a do Krzysztofa Krawczyka błądził w tym czasie wzruszający list od Pana Irka Hebdy.
Krzysztof prosił,żeby opublikować go na wszystkich naszych kanałach informacyjnych i przekazać podziękowanie Panu Irkowi Hebdzie.Takie chwile kiedy dowiaduje się,że jego śpiewanie pomogło ludziom w trudnych chwilach są dla niego nie tylko wzruszające,ale stanowią zachętę do dalszej pracy.Stanowią dla niego potwierdzenie,że jest ludziom potrzebny,a być potrzebnym to dla artysty największa nagroda.
Bóg Zapłać.
5 dni w jamie śnieżnej?
Witam Pani Ewo,
czy mogłaby Pani przekazać poniższeszgo maila do Pana Krzysztofa,wysłałem go 23.01 ,ale poczta mi odbiła. Znamienne to to, że gdy w końcu po 4 latach od mojej historii zdecydowałem się napisać tego maila nic nie wskazywało, że za kilka dni również w jamie śnieżnej tragiczne chwile będzie przeżywał Tomek Mackiewicz na Nanga Parbat. pozdrawiam serdecznie
Irek Hebda

W dniu 2018-01-23 16:03:55 użytkownik ihebda napisał:
działo się to w sierpniu 2013 roku.
Kilka razy myślałem o tym, żeby opisać tę historię i wysłać do Pana Krzysztofa.
Było to tak:
20 lipca 2013 r moje urodziny, jest u nas cała rodzina, jutro wyruszam z ekipą do Kirgizji z zamiarem wejścia na Chana Tengri, upragniona i wyczekiwana od kilku miesięcy wyprawa. Podekscytowany, szczęśliwy z mojego życia , zamykam się pod koniec imprezy na górze w pokoju i nie wiedzieć czemu puszczam sobie w tej szczęśliwości piosenki Krawczyka i postanawiam nagrać je sobie na komórkę (taką zwykłą jest rok 2013, żaden smartfon). Nagrałem: Chciałem być, Ostatni raz zatańczysz ze mną i Parostatek. Nagrałem tak byle jak - przykładając mikrofon do głośników ;) Następne dni - wylot z kraju, przylot, śmigłowcem do bazy i wielodniowa akcja górska (wynoszenie sprzętu, zakładanie obozów i takie tam - normalka :) I przyszedł dzień przełomowy, totalne załamanie pogody, akurat w trójkę (ja, Arek i Renia) dotarliśmy do obozu trzeciego na blisko 6 tys. m. - odkopaliśmy jamę śnieżną i zostało nam wyczekiwanie.
Opis jak tam nam było tutaj: http://www.wykop.pl/ramka/1643415/opolan ie-uwiezieni-w-gorach-pod-malym-k2/
Jak otwór wejściowy nam zawiewało w nocy to budziliśmy się z braku powietrza i na zmianę odkopywaliśmy dziurę. Na zmianę, bo męczyło to bardzo- brak powietrza na tej wysokości to normalka, każdy ruch jest dużo trudniejszy, a tu i jeszcze tą mniejszą ilość śnieg zasypujący otwór nam odcinał.
Porcjowanie jedzenia, na zmianę chodziliśmy w jamie - przygarbieni i było może półtorej metra długości tej ścieżki ale jakoś było.
Ale - i to chyba najważniejsze, że wszyscy czekaliśmy na wieczór. Arek i Renia pytali: Irek, która godzina, może już czas na Krawczyka?, układaliśmy się wtedy wygodnie i wtuleni też w siebie zapuszczałem maksymalnie trzy utwory (nie oszukuję był tam też jeden utwór Raz Dwa Trzy "W wielkim mieście" :). Oszczędzałem baterię, bo tylko ja miałem telefon i miał też służyć w razie wu. Nie wyobrażaliśmy sobie wtedy inaczej, czekaliśmy na ten wieczór z Krawczykiem jak na najlepszą rzecz pod słońcem. Bez tego nasza psycha znacznie by podupadła, a wiadomo psycha w górach jest b. ważna.
Do dzisiaj jak tylko słyszę pierwsze dźwięki "Chciałem być" to wszystkie emocje tych dni wracają i jestem "zamieciony" przez dłuższy czas.

W końcu to napisałem

pozdrawiam serdecznie

Irek Hebda z Opola


Serce Jerzego Owsiaka i jego Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy to najcudowniejszy w świecie skarb - Krzysztof Krawczyk i Krystof Family



Sensacyjna płyta: Krzysztof Krawczyk and Krzysztof Krawczyk Jr.


Mamy nową płytę, która stanowić będzie wydarzenie rodzinne i muzyczne w roku 2018. Pracowaliśmy nad tą płytą 2 lata. Niepewni efektu robiliśmy to w głębokiej tajemnicy,choć gdzieś tam ukazywały się w prasie bulwarowej zniekształcone doniesienia. Jest płyta pt. "Nasz cały świat,muzyki świat". A śpiewają: Krzysztof Krawczyk i Krzysztof Krawczyk Jr.
Płyta naszym skromnym zdaniem wypadła znakomicie!
Jest na niej kilka evergreenów po angielsku (Krzysiu znakomicie śpiewa po angielsku bo szkołę podstawową kończył w USA) oraz kilka piosenek z repertuaru seniora, ale nie największe przeboje. Po prostu są to piosenki, które zarówno muzycznie jak i przede wszystkim tekstowo odpowiadają do takich męskich duetów. Ale nie mamy jeszcze wydawcy i dlatego nie możemy jeszcze określić daty ukazania się płyty na rynku. Wypuszczamy tę informację bo już mamy z Krzysztofem dosyć tych niesprawiedliwych prasowych zarzutów, że Ojciec zlekceważył talenty Krzysztofa Juniora. Będzie on dalej pracował w Grupie Integracyjnej Krzysztofa Cwynara, który odkrył talent wokalny Krzysztofa Juniora i go doskonalił. Ze względów zdrowotnych (wypadek samochodowy w 1988 roku) raczej niemożliwe jest podjęcie wyzwania intensywnej zawodowej działalności na estradach.Są przeciwskazania lekarzy. Ale nagrania stanowią znakomitą terapię.I zapewne będą dużym zaskoczeniem dla fanów Krzysztofa Seniora i nie tylko! Producenci nagrań:Andrzej Kosmala i Ryszard Kniat.
Aranżacje i nagrania: Wiesław Wolnik.
Produkcja: (C)K & K Studio.
Zobacz koniecznie Zobacz koniecznie Zobacz koniecznie Zobacz koniecznie Zobacz koniecznie Zobacz koniecznie Zobacz koniecznie Zobacz koniecznie Zobacz koniecznie Zobacz koniecznie
Zobacz koniecznie
Zobacz koniecznie

Krzysztof Krawczyk powitał Nowy Rok w Nowym Sączu. Owacyjne przyjęcie!


Archiwum:,Najnowsze, 2017, 2016, 2015, 2014, 2013, 2012, 2011, 2010, 2009,